Pierwsza sobota 2013

Pierwszy w tym roku!

  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620
  • Pierwsza sobota 2013/620

Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013 Pierwsza sobota 2013

 

Z Moniką znaliśmy się już wcześniej, więc gdy tylko się dowiedziałem że razem z narzeczonym Michałem biorą ślub wybierając mnie jako swojego fotografa ślubnego, wiedziałem że będą to nie tylko fantastyczne zdjęcia ale i doskonała zabawa.
 
…nie myliłem się…
 
Umówiliśmy się na konkretną godzinę, i gdy tylko podjechałem i zapukałem do drzwi, otworzyła mi  uśmiechnięta (jak zawsze) Monika.
 
Przez pierwsze kilka minut było widać delikatnie dający się we znaki stres, ale już po chwili rozmowy, trochę dobrego humoru – generalnie opary był on na „teściowych”.  Zaczęliśmy sobie zadawać pytanie – dlaczego nie ma dowcipów o teściach – próbując coś ułożyć  – i wiecie co… wspólnie doszliśmy do wniosku że na teściów to nic nie ma!
 
Chwilę później w domu zagościła świadkowa, wyluzowana, pełna energii i uśmiechnięta młoda dziewczyna. Kilka minut później dotarł świadek – i tak się zacząłem zastanawiać – idealnie się dobrali (nie było parą), ale mieli świetne poczucie humoru.
 
Być może stres spowodowany tak ważną rolą jaką jest bycie świadkiem na weselu powodował u nich takie zachowanie.
 
Suknia Moniki była bardzo oryginalna, prosta, bez dodatkowych falbanek, bez koła i  idealnie pasowała do figury Moniki. Podczas ubierania towarzyszyły Monice mama i świadkowa, doskonale dbając o każdy detal.
 
Jeżeli chodzi o Michała – jak to z facetami raz dwa i po sprawie.  I tutaj chyba coś musi być w tym ubieraniu Młodych przez świadków – w większości przypadków świadkowie są radośni, weseli, tak podczas ubierania część z nich ma wręcz „kamienną” minę (może kwestia obecności aparatu).
 
Po wzruszającym błogosławieństwie wybraliśmy się do kościoła.  I tutaj niespodzianka przygotowana przez rodzinę – chór w kościele. Muszę przyznać że były takie momenty że przechodziły mi ciarki po plecach.
 
Podczas składania przysięgi odczuwało się emocje jakie im towarzyszą. Wśród gości było widać osoby ocierające łzy z policzków, i wpatrujące się w Monikę i Michała wypowiadających te najważniejsze w ich życiu słowa.
 
Gdy ceremonia zaślubin dobiegła końca udaliśmy się na sale weselną.
 
Kolejki gości z najserdeczniejszymi życzeniami oraz gratulacjami
 
 
 
Gdy tylko wszyscy już złożyli życzenia do „akcji” wkroczył DJ/wodzirej głośno śpiewając gromkie „sto lat”. Po przypieczętowaniu tych stu lat w szczęściu kieliszkiem szampana – przyszedł czas na GORZKO…
 
Monika i Michał nie okazując stresu zademonstrowali gościom swój pierwszy taniec – robiąc to naprawdę na wysokim poziomie. Układ jaki zademonstrowali mógłby onieśmielić niejednego tancerza.  W momencie zakończeni swojego pokazu tanecznego, brawa które im towarzyszyły trwały ładnych kilka minut.
 
Nie czekając ani chwili dłużej  wszyscy goście przystąpili do zabawy. Liczne konkursy i niespodzianki które przygotował dla nich dj, okazały się idealnie dobrane do bawiących się gości. Podczas robienia zdjęć –nie przypominam sobie sytuacji aby ktokolwiek z gości siedział przy stole – wszyscy bawili się do białego rana.
 
 
 
 

Powrót do bloga